Blog o mnie, o tym co lubię i jaka jestem. To jest także blog o surfingu i windsurfingu, który jest moją pasją.
środa, 1 sierpnia 2012
Nienawidzę mojej matki. Byłam głupia że jej uwierzyłam, myslałam że wszystko będzie ok. To miały byc najlepsze wakacje z rodzicami a tak nie jest. I kurwa co. Miałam jechać na Heli wykupić kurs windsurfingu. Wszyscy o tym wiedzieli od dawna, roku przynajmniej. I co? moja matka musi wszystko zawalić w ostatniej chwili. No bo przecież ja nie mam prawa jeździć na lekcje bo ona mówi że to rodzinne wakacje. Nienawidzę jej. Obiecałam mi a teraz się wycofuje. To kurwa po co to wszystko? nie wie jak ważne są te lekcje dla mnie. Być może jestem egoistką, ale co w tym egoistycznego, że dwie godziny dziennie chciałam poświęcić dla siebie, by to nie były następne nudne wakacje. Wolałabym w takim wypadku zostać w domu i dalej sie nudzić. To niesprawiedliwe. Liczyłam na nią i byłam naiwna. To ona ze mną wybierała ten kurs a teraz mówi że tego nie widzi. Oczywiście powiedziała że nie mówi "nie" ale już jej nie wierzę a poza tym znam ją. Postawi na swoim, ale ja też. Nie dam sie. Nie moge, tak długo zbierałam Lubie to, naprawde to lubie. To miało być najlepsze z tych wakacji. A tak tylko jedno słowo okresla te i wszystkie zeszłe wakacje z rodziną. DUPA!!!
wtorek, 31 lipca 2012
Obóz
HAAAAAAAAAAAAAPPY...!!!!!!! Pomijając fakt, że dzisiaj sie nudzę. Bylam na obozie... zajebiście było. Dwa tygodnie pływania!!!!!!!!!!! nie chce mi sie pisać ale i tak .... AAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!
czwartek, 21 czerwca 2012
cd.
I żałuję tego wszystkiego. Czasami trudno wytrzymać. Nienawidzę dusić w sobie wszystkich emocji, a jednak często to robię. Nienawidzę już sama nie wiem czego. Od dwóch lat nikomu sie nie zwierzałam i wszystko co czuję jest we mnie. Dlatego piszę wyżywając się na klawiaturze. Nawet rodzicom nic nie mówię.... Nikomu. Przychodzę do domu i zamykam sie w pokoju. Już mi to mówili, ale nie słucham. To w pokoju czuję się bezpiecznie, bo tu nikt nie może mnie skrzywdzić.
Nie powinnam mieć problemow, bo z pozoru jest wszystko ok. Szkoda tylko, że nie naprawdę. Chciałabym by było inaczej, chciałabym zapomnieć o wszystkim. Żyć inaczej, być inna. Wiem, nie akceptuję siebie. Staram się poprawić wygląd, którego nie trzeba poprawiać, bo on jest do poprawienia łatwiejszy. Gorzej z psychiką. Pracuje nad sobą, choć się nie udaje. Dużo osób udaje kogoś kim nie jest i ja się do tych zaliczam. Spędzam czas tak jak nie chcę. Nie z tymi osobami, z którymi mam ochotę. Mówię to, co ludzie chcą usłyszę, a te chwile gdy ktoś przesadza kończą się jak ta. A to boli. Boli być zauważanym, a jednak mieć poczucie, że nikt cię nie widzi, że jesteś niepotrzebna. I tu nie do końca się zgadzam z samą sobą. Wiem, że niektórzy mnie potrzebują, nawet jeśli tego nie okazują, choć te chwile są rzadkie. Chcę się w końcu poczuć lepiej i przestać płakać.
Nie powinnam mieć problemow, bo z pozoru jest wszystko ok. Szkoda tylko, że nie naprawdę. Chciałabym by było inaczej, chciałabym zapomnieć o wszystkim. Żyć inaczej, być inna. Wiem, nie akceptuję siebie. Staram się poprawić wygląd, którego nie trzeba poprawiać, bo on jest do poprawienia łatwiejszy. Gorzej z psychiką. Pracuje nad sobą, choć się nie udaje. Dużo osób udaje kogoś kim nie jest i ja się do tych zaliczam. Spędzam czas tak jak nie chcę. Nie z tymi osobami, z którymi mam ochotę. Mówię to, co ludzie chcą usłyszę, a te chwile gdy ktoś przesadza kończą się jak ta. A to boli. Boli być zauważanym, a jednak mieć poczucie, że nikt cię nie widzi, że jesteś niepotrzebna. I tu nie do końca się zgadzam z samą sobą. Wiem, że niektórzy mnie potrzebują, nawet jeśli tego nie okazują, choć te chwile są rzadkie. Chcę się w końcu poczuć lepiej i przestać płakać.
Krzyczeć i krzyczeć
Czasem mam wszystkiego dość... Nie chce myśleć o niczym. Wakacjeeeeeee...proszę!!! Tak, mam ochotę wszystko wykrzyczeć. że moja przyjaciółka, a przynajmniej osoba, którą uważam za przyjaciółkę ma mnie w dupie. Ze odzywa się do mnie tylko wtedy, gdy pokłóci się ze swoją przyjaciółką, a ja jestem kołem ratunkowym, który ją zawsze wesprze i pomoże. Że nie odzywałyśmy się do siebie (sporadycznie) od miesięcy, a za tydzień jedziemy razem na obóz. Że się cholernie boję, że zawsze będę sama, bo nie mam nikogo, komu mogłabym zaufać i się wygadać. Że moja druga przyjaciółka nienawidzi tej pierwszej, a ta druga też mi nic nie mówi. Boję się, że nigdy się nie dowiem co to znaczy żyć naprawdę. Boję się, że nie znajdę chłopaka, co mi akurat w tej chwili jest obojętne. Boję się, że ludzie mnie oszukują, a ja nic na to nie poradzę. Boję się, że nigdy nie nauczę się mówić nie, że nigdy nie będę umiała mówić o tym co czuję i że nikomu nie zaufam. Tak, wielu rzeczy się boję i muszę to przyznać. Jestem przerażona jeśli z takiego powodu można się bać. Mam dość ludzi, nie nie mam dość. Chcę żeby ludzie byli przy mnie,a nie odwracali się plecami. Nie znam osoby, która zna mnie naprawdę. Te kilka rzeczy, które wiedzą niektórzy są mało istotne, a te prawdziwe ukryte głęboko we mnie, tak że nikt ich nie odnajdzie i nic się nie dowie bez mojego pozwolenia. Szczerze mam nadzieję, że to się odmieni. Nie, miałam nadzieję.
czwartek, 14 czerwca 2012
Aaaaaaaaaaa:)
Tak, tak jadę na obóz!!!!!!!!!!!! ha ha życie jest cudowne...No przynajmniej na razie. Dwa tygodnie nad morzem z dala od rodziców. Plaża, wiatr słońce...fale? W Polsce chyba nie. Ale jednak, mam średnią z paskiem, znaczy się jeszcze nie mama ale będę miała na 100%!!! Aaaaaaaaaaaaa:)
niedziela, 13 maja 2012
Nie wiem, nic nie wiem
Dawno nie pisałam, nawet bardzo dawno. dlatego że mi się nie chhciało? Nie wiem, być może. jak to jest że w pamiętniku piszę regularnie, a tu nie? Nie chodzi nawet o to że wszyscy mogą to czytać ( zważając na niewielką ilość osób, która tu wchodzi) ale sama nie wiem. Kwestia przyzwyczajeni?
Za miesiąc wakacje, a przynajmniej po wystawieniu ocen. Chodzę do szkoły juz tylko by chodzić i nie zepsuć sobie do końca średniej. A wiem, ze jestem w stanie to zrobić. Kilka dni załamki i większośc marzeń legnie w gruzach. Zero wakacji, zero obozu. Dwa miesiące z rodzicami na karku. Siedząc z nimi w domu dwóch dni nie wytzrymuję, a co dopiero dwa miesiące. Więc staram się być silna. Ostatnie sprawdziany napisane na jakimś po ziomie i będzie po wszystkim, a ja zacznę coś robić. Spełniać marzenia? Być może. Dwa tygodznie obozu na początku wakacji da odpowiedź, a potem nie wiem. Lekcje surfingu? Może, a raczej mam nadzieję. Czuję, że to jest to. Na jakiej podstawie? Także nie wiem. Duzo jest pytań, na które nie znam odpowiedzi, a chcę jest poznać. I to jest dobre. Ta chęć i motywacja, cieszę się, że ja mam. Dzięki niej nie wydałam kasy odlożonej na lekcje w jeden dzień, na zakupach. Dzięki niej codziennie ćwiczę, nie długo, ale jednak. Dzięki niej będę miała tą średnią i dzięki niej wiem, że dla mnie nic nie jest niemozliwe. A kiedyś było. Nie miałam marzeń, nie wiedziałam czego chcę. Teraz wiem. Skąd? Czuję, że tak jest. Nie sądzę bym dorosła, bo tak się nie czuję. Czuję się tak jak przed rokiem, moze trochę bardziej zdesperowana. i wiem o co chodzi. A raczej o kogo. Jaki on jest? Jak się zachowuje? Jak mówi? Chciałabym go poznać, a się boję. Dlaczego? Mało jest rzeczy, których się boję. Jednak ludzi muszę przestać się bac, lęki tzrba pokonać. Ja swoje też muszę.
Wmawiam sbie, że go znam. Wmawiam, że jest miły i kochany, idealny pod kazdym wzgledem. A potem jedno słowo od innej osoby i diametralnie zmieniam zdanie. On nie jest tak jakim go sobie wyobrażam. Chamski i... nie dla mnie. A potem znowu, widzę go w szkole i zmieniam zdanie. I tak w kółko. A nie mam w ogóle racji. Dlaczego? Bo go nie znam, a chcę... niestety.
Gdyby bylo coś co przychodzi mi łatwo. Chciałabym zachowywać się naturalnie, choć nie umiem. Chciałabym w końcu poczuć, że znalazłam swoje miejsce na świcie. Znalazłam siebie. I to dlatego jestem takzdesperowana. Nie wydaję kasy na ubrania, odmawiam sobie przyjemności. Bym miała więcej mozliwości, mozliwości stania się lepszą w jednej dziedzinie. Tej, w której będę czuła sie dobrze, tej w której znajdę siebie.
Za miesiąc wakacje, a przynajmniej po wystawieniu ocen. Chodzę do szkoły juz tylko by chodzić i nie zepsuć sobie do końca średniej. A wiem, ze jestem w stanie to zrobić. Kilka dni załamki i większośc marzeń legnie w gruzach. Zero wakacji, zero obozu. Dwa miesiące z rodzicami na karku. Siedząc z nimi w domu dwóch dni nie wytzrymuję, a co dopiero dwa miesiące. Więc staram się być silna. Ostatnie sprawdziany napisane na jakimś po ziomie i będzie po wszystkim, a ja zacznę coś robić. Spełniać marzenia? Być może. Dwa tygodznie obozu na początku wakacji da odpowiedź, a potem nie wiem. Lekcje surfingu? Może, a raczej mam nadzieję. Czuję, że to jest to. Na jakiej podstawie? Także nie wiem. Duzo jest pytań, na które nie znam odpowiedzi, a chcę jest poznać. I to jest dobre. Ta chęć i motywacja, cieszę się, że ja mam. Dzięki niej nie wydałam kasy odlożonej na lekcje w jeden dzień, na zakupach. Dzięki niej codziennie ćwiczę, nie długo, ale jednak. Dzięki niej będę miała tą średnią i dzięki niej wiem, że dla mnie nic nie jest niemozliwe. A kiedyś było. Nie miałam marzeń, nie wiedziałam czego chcę. Teraz wiem. Skąd? Czuję, że tak jest. Nie sądzę bym dorosła, bo tak się nie czuję. Czuję się tak jak przed rokiem, moze trochę bardziej zdesperowana. i wiem o co chodzi. A raczej o kogo. Jaki on jest? Jak się zachowuje? Jak mówi? Chciałabym go poznać, a się boję. Dlaczego? Mało jest rzeczy, których się boję. Jednak ludzi muszę przestać się bac, lęki tzrba pokonać. Ja swoje też muszę.
Wmawiam sbie, że go znam. Wmawiam, że jest miły i kochany, idealny pod kazdym wzgledem. A potem jedno słowo od innej osoby i diametralnie zmieniam zdanie. On nie jest tak jakim go sobie wyobrażam. Chamski i... nie dla mnie. A potem znowu, widzę go w szkole i zmieniam zdanie. I tak w kółko. A nie mam w ogóle racji. Dlaczego? Bo go nie znam, a chcę... niestety.
Gdyby bylo coś co przychodzi mi łatwo. Chciałabym zachowywać się naturalnie, choć nie umiem. Chciałabym w końcu poczuć, że znalazłam swoje miejsce na świcie. Znalazłam siebie. I to dlatego jestem takzdesperowana. Nie wydaję kasy na ubrania, odmawiam sobie przyjemności. Bym miała więcej mozliwości, mozliwości stania się lepszą w jednej dziedzinie. Tej, w której będę czuła sie dobrze, tej w której znajdę siebie.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Co ze sobą zrobić?
Tak się zastanawiałam, kiedyś dawno temu. Co chciałabym robić w przyszłości. Wiem, że to musi być coś z podróżowaniem lub językami. Napisałam sobie w telefonie notatkę i chyba ją przepiszę:
ZAWODY:
a) Tłumacz - trochę nudne, siedzisz w domu i przepisujesz książki. Wydaje mi się dobrze płatne, a że książki lubię to jest JAKAŚ opcja.
b) Przewodnik wycieczek - tylko nie po polsce, a poza tym fajne, tylko czy dobrze płatne? Nie wiem.
c) Pracownik kempingu Vacansoleil/Euro camp - tylko, że pracownik chyba mało zarabia, najlepiej mieć swój własny kemping albo jeszcze lepiej - całą sieć kempingów <heh> marzenie...
d) Ewentualnie nauczycielka surfingu/windsurfingu - a jak już będę sławna to książka, film i domek na Hawajach;)
e) Podróżnik - tylko nie wiem o co z tym chodzi, że niby ty sobie jeździsz po świecie, a potem inni ci za to płacą? Nie sądzę, chyba, że to jest zawód dla bogatych.
(Jak byłam mała chciałam także zostać piosenkarką lub tancerką, ale to się chyba nie spełni. Jedyne czego nigdy nie chciałam robić, to zostać baletnicą.)
Poza tym co ze studiami??? Nie mam pomysłu, ale dobrze, że narazie nie muszę o tym myśleć. Kilka propozycji, które mi się nawet spodobały:
1. Gospodarka turystyczna
2. Krajoznastwo i turystyka historyczna
3. Turystyka i rekreacja
4. Filologia francuska
5. Lingwistyka stosowana
A jeśli, któryś z tych kierunków to co z profilem w liceum??? U mnie w szkole jest:
1. matma, fizyka (angielski, niemiecki)
2. geografia, matma (angielski, niemiecki)
3. polski, historia, WOS (angielski, niemiecki)
4. bilologia, chemia (angielski, niemiecki) Na pewno nie!!! Ja i biologia???
5. biologia, chemia (francuski, angielski)
6. polski, historia, WOS (francuski, angielski)
7. matma, fizyka (francuski, angielski)
Trzy ostatnie klasy są dwujęzyczne i to raczej na nich się skupiłam, bo niemieckiego się uczyć nie chcę! I mam już totalny mętlik, którą klasę by wybrać. Pomóżcie... Jakieś rady?
ZAWODY:
a) Tłumacz - trochę nudne, siedzisz w domu i przepisujesz książki. Wydaje mi się dobrze płatne, a że książki lubię to jest JAKAŚ opcja.
b) Przewodnik wycieczek - tylko nie po polsce, a poza tym fajne, tylko czy dobrze płatne? Nie wiem.
c) Pracownik kempingu Vacansoleil/Euro camp - tylko, że pracownik chyba mało zarabia, najlepiej mieć swój własny kemping albo jeszcze lepiej - całą sieć kempingów <heh> marzenie...
d) Ewentualnie nauczycielka surfingu/windsurfingu - a jak już będę sławna to książka, film i domek na Hawajach;)
e) Podróżnik - tylko nie wiem o co z tym chodzi, że niby ty sobie jeździsz po świecie, a potem inni ci za to płacą? Nie sądzę, chyba, że to jest zawód dla bogatych.
(Jak byłam mała chciałam także zostać piosenkarką lub tancerką, ale to się chyba nie spełni. Jedyne czego nigdy nie chciałam robić, to zostać baletnicą.)
Poza tym co ze studiami??? Nie mam pomysłu, ale dobrze, że narazie nie muszę o tym myśleć. Kilka propozycji, które mi się nawet spodobały:
1. Gospodarka turystyczna
2. Krajoznastwo i turystyka historyczna
3. Turystyka i rekreacja
4. Filologia francuska
5. Lingwistyka stosowana
A jeśli, któryś z tych kierunków to co z profilem w liceum??? U mnie w szkole jest:
1. matma, fizyka (angielski, niemiecki)
2. geografia, matma (angielski, niemiecki)
3. polski, historia, WOS (angielski, niemiecki)
4. bilologia, chemia (angielski, niemiecki) Na pewno nie!!! Ja i biologia???
5. biologia, chemia (francuski, angielski)
6. polski, historia, WOS (francuski, angielski)
7. matma, fizyka (francuski, angielski)
Trzy ostatnie klasy są dwujęzyczne i to raczej na nich się skupiłam, bo niemieckiego się uczyć nie chcę! I mam już totalny mętlik, którą klasę by wybrać. Pomóżcie... Jakieś rady?
niedziela, 15 stycznia 2012
Surfing - informacje ogólne
Surfing
– jazda (ślizg) na fali na przystosowanej do tego, specjalnej desce.
Najstarsze
zapiski na ten temat pochodzą z 1778 roku, kiedy kapitan James Cook odbył pierwszą
udokumentowaną wizytę Europejczyka na Hawajach. W dziennikach Cooka znalazł się
dwustronicowy opis mieszkańców wysp, którzy na ówczesnych deskach surfingowych
ujeżdżali fale w zatoce Kealakekua.
Korzenie
jazdy na falach sięgają jeszcze dalej. Znaleziono przykłady podobnych
aktywności w okolicach Nowej Zelandii i Tahiti, co
wskazuje na to, że najprawdopodobniej wywodzi się ona z Polinezji (ok IV wiek
n.e.).
Ważną
postacią w historii surfingu był George Freeth (1883-1919),
potomek królewskiej rodziny z Hawajów. Jako nastolatek sam uczył się surfowania oraz
rzeźbienia desek na plaży Waikīkī.
W 1907 r. znany angielski przemysłowiec
namówił go na przyjazd do Kalifornii
w celu promowania należących do niego atrakcji turystycznych. Freeth pozostał w
Kalifornii, gdzie nauczał wielu przyszłych mistrzów surfingu. Był on pierwszym
profesjonalnym surferem, a także ratownikiem na Oceanie Spokojnym.
Przełom nastąpił w latach 40.
kiedy Woody Brown, amerykański
pilot, osiedlił się na Hawajach i zafascynowany sportami wodnymi wykorzystał
swoją wiedzę z dziedziny aero- i hydrodynamiki,
konstruując udoskonaloną wersje deski surfingowej. Moda na surfing wybuchła
jednak po 1953 roku, kiedy w kalifornijskich gazetach pojawiło się zdjęcie
trzech surferów na gigantycznej fali. Za sprawą tego na Hawajskie plaże
przybyło wielu Kalifornijczyków.
Najpopularniejsze
miasta surfingowe:
W USA:
Hunnington Beach
Malibu
Santa Cruz
Cocoa Beach
Long Island
Honolulu
W Ameryce Południowej:
Rio de Janeiro
Pichilemu
W Europie:
Portugalia - Matosinchos, Peniche
Hiszpania - Tarife, Santa Cruz de Tenerife, Mundake
Francja - Biarritz
Wielka Brytania - Newquay
Jaka ja jestem niewyspana! Rodzice mnie rano obudzili, bo wymyślili sobie, ze pojedziemy do Auchan zrobić zakupy, a zrobimy to rano, bo wtedy będzie mniej ludzi. Więc pojechaliśmy. Potem pojechaliśmy jeszcze do Decathlonu, chociaż byliśmy w nim tydzień temu, bo mama chciała zobaczyć kurtki zimowe, spodnie, kaski itp. W ferie jedziemy na narty, notabene po raz pierwszy w życiu. Nie lubię zimy, ale cieszę się na ten wyjazd, bo inaczej siedziałabym w domu albo pojechała do babci na wieś, gdzie obżerałabym się ciastkami i oglądała przez cały tydzień TV. Po czym jak nic przytyłabym z 5 kilo.
Komentujcie i czytajcie albo czytajcie i komentujcie. Jak chcecie. To już wszystko na dzisiaj i zapraszam ponownie jutro;)
sobota, 14 stycznia 2012
Windsurfing - informacje ogólne
Windsurfing – sport wodny, uprawiany
przy użyciu deski i przymocowanego do niej elastycznie pędnika żaglowego.
Za twórców
windsurfingu uważa się dwóch Kalifornijczyków: żeglarza i konstruktora lotniczego Jima Drake'a oraz surfera
i matematyka Hoyla Schweitzera, to oni
są autorami określenia "windsurfer", które zostało opatentowane w
USA w 1973 roku.
Drake ,
który był naukowcem nie chciał zajmować się zawodowo handlem, więc odsprzedał
wszelkie prawa do patentu Schweitzerowi. Ten w założonej w 1968 roku firmie Windsurfing
International zaczął produkować,
promować i udzielać patentów na deski
windsurfingowe. Szał na windsurfing ,
który rozpoczął się w latach osiemdziesiątych sprawił, że sport ten w 1984
roku awansował do kategorii dyscyplin
olimpijskich.
ODMIANY
WINDSURFINGU:
-Freeride - właściwe
pływanie na desce (hals, zwrot, ostrzenie, odpadanie).
-Freestyle - "wariacje" na
desce ( spock, chachoo, canabrava, vulcan, front loop).
-Formuła
- regaty wyścigowe.
-Slalom -
ściganie się na trasie według symbolu "8" lub slalom między bojami na
kursie z wiatrem.
-Super X -
połączenie regat slalomowych z zawodami freestyle (ta dyscyplina już się nie
rozwija).
-Speed –
ściganie się na płaskiej wodzie przy wietrze 7 w skali Beauforta.
-Wave -
polega na ujeżdżaniu fal.
RODZAJE DESEK WINDSURFINGOWYCH:
- Freeride
- Formula
Windsurfing Class
- Wave
-
Freestyle
- Slalom
- Funboards
- Racing
longboards
RODZAJE
ŻAGLI:
- Wave
-
Freestyle
- Freeride
- Race
Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Windsurfing#Historia_windsurfingu
O mnie
Cześć wszystkim,
Jak juz napisałam w "o mnie", a męczyłam się nad tym z pół godziny, mam na imię Renata, mam 14/15 lat i mieszkam w Poznaniu, gdzie chodzę do gimnazjum. Lubię baaaaardzo duzo rzeczy, ale to chyba dobrze. Założyłam tego bloga, bo i tak od dłuższego czsu pisałam pamiętnik, a zapomniałam kupić nowego na 2012 rok:) A poza tym lubię pisać, chociaż moja polonistka pewnie uważa, że nic nie umiem, co mi zawsze przypomina na lekcji. ale ja sie łatwo nie poddaję. Moja mama mówi, że jestem uparta, ale mam to chyba po niej. Poza tym co mogę jeszcze powiedzieć otwarta, towarzyska, inteligentna, zabawna, ale jednocześnie spokojna i często nieśmiała (szczególnie jeśli trzeba podejść do jakiegoś chłopaka:), rodzice często mi mówią, że jestem egoistką i myślę tylko o sobie, ale to nieprawda. No i tak zapomniałam jestem szczera, nie lubię kiedy ludzie obgadują siebie nawzajem. Z wyglądu... zastanówmy się. kiedyś napiasałam na polski opis siebie i zajął mi całą stronę, ale teraz sobie nie przypomnę. W skrócie można by powiedzieć, brunetka- brązowe oczy i włosy, jasna cera, 173 wzrostu i szczupła.
Myślę, że napisałam wystarczająco dużo jak na pierwszy post, z czego jestem dumna. Zazwyczaj kończyło się moje pisanie na dwóch/trzech zdaniach więc uważam to za sukces:)
To narazie!!!
Jak juz napisałam w "o mnie", a męczyłam się nad tym z pół godziny, mam na imię Renata, mam 14/15 lat i mieszkam w Poznaniu, gdzie chodzę do gimnazjum. Lubię baaaaardzo duzo rzeczy, ale to chyba dobrze. Założyłam tego bloga, bo i tak od dłuższego czsu pisałam pamiętnik, a zapomniałam kupić nowego na 2012 rok:) A poza tym lubię pisać, chociaż moja polonistka pewnie uważa, że nic nie umiem, co mi zawsze przypomina na lekcji. ale ja sie łatwo nie poddaję. Moja mama mówi, że jestem uparta, ale mam to chyba po niej. Poza tym co mogę jeszcze powiedzieć otwarta, towarzyska, inteligentna, zabawna, ale jednocześnie spokojna i często nieśmiała (szczególnie jeśli trzeba podejść do jakiegoś chłopaka:), rodzice często mi mówią, że jestem egoistką i myślę tylko o sobie, ale to nieprawda. No i tak zapomniałam jestem szczera, nie lubię kiedy ludzie obgadują siebie nawzajem. Z wyglądu... zastanówmy się. kiedyś napiasałam na polski opis siebie i zajął mi całą stronę, ale teraz sobie nie przypomnę. W skrócie można by powiedzieć, brunetka- brązowe oczy i włosy, jasna cera, 173 wzrostu i szczupła.
Myślę, że napisałam wystarczająco dużo jak na pierwszy post, z czego jestem dumna. Zazwyczaj kończyło się moje pisanie na dwóch/trzech zdaniach więc uważam to za sukces:)
To narazie!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

